czwartek, 21 marca 2013

Rozdział 20


Rankiem obudziłam się i w celu rozpoznania godziny, chwyciłam za telefon. Ujrzałam tam 7 nieodebranych połączeni od Hazzy. A no tak, miałam do niego zadzwonić. Pieprzona skleroza. Ciekawe czy to się leczy.? Dobra mniejsza z tym. Oddzwoniłam czym prędzej do Loczka.
    - Czemu nie odbierałaś.? - spytał
    - Wtedy, kiedy ty dzwoniłeś, to gadałam z Niall'em. A coś się stało.?
    - Chciałem ci o czymś powiedzieć, ale już nie ważne.
    - No zacząłeś to mów.
    - Naprawdę, to już nie ważne.
    - Harreh, coś ty zrobił.?
    - Ale obiecaj, że się nie wkurzysz – złamał się
    - Postaram się.
    - Powiedziałem wczoraj coś Louis'owi i on uciekł.
    - Coś ty znowu mu powiedział.??
    - Że się zakochałem.
    - W kim.?
    - W Taylor.
    - Ty pusty idioto. Czy ty nie zdajesz sobie sprawy z tego co zrobiłeś.? Wiesz, że już możesz go nie odzyskać.?
    - Chciałem być z nim szczery.
    - Dobra, czekaj. Taka rozmowa jest bez sensu. Zaraz tam u ciebie będę.
    - Ok. - rozłączył się
Chwyciłam szybko jakieś luźne ciuchy. Rozczesałam włosy upinając je w zgrabnego kucyka, pomalowałam rzęsy i chwyciłam nową torebkę od Taylor. Idąc szybkim krokiem byłam u nich w 20 minut. Drzwi otworzył mi Zayn
    - O Hej Natt. Co ty tutaj robisz.?
    - Ja do Harrego.
    - Oj, Niall będzie zawiedziony – dogryzał mi
    - Zayn, proszę cię, nie teraz. - odepchnęłam go na bok i wbiegłam do domu.
Na kanapie siedział skulony Harry, a wokół niego rozsiedli się Liam i Niall.
    - Boże, Harry, coś ty najlepszego zrobił.? - spytałam podchodząc do niego
    - Nie chciałem go okłamywać.
    - A co z tą całą Taylor.? - zapytał Liam
    - Ona powiedziała, że nie mogłaby być z takim szczeniakiem jak ja.
    - A Louis.? Gdzie on jest.? - zapytałam
    - Wybiegł wczoraj wieczorem z domu i do tej pory nie wrócił. - odpowiedział Niall
    - To moja wina. Nie powiedziałam ci jaka ona jest – usiadłam na fotelu – groziła mi.
    - Jak to.? - zdziwił się Harry – czemu mi nie powiedziałaś.?
    - Bo to moja sprawa. To ja nie byłam dla niej miła.
    - To jej wina. Ona jest chora psychicznie. - wsparł mnie Horan
    - Muszę zadzwonić do Lou – przypomniałam sobie i wyjęłam telefon z kieszeni
    - To bez sensu. On nie odbierze – rzekł załamanym głosem Harold
    - Ale ode mnie odbierze. Przynajmniej mam taką nadzieję – ściszyłam głos wypowiadając ostatnie zdanie.
Wybrałam numer Tomlinsona. Jeden sygnał – nic. Drugi – nic. Trzeci – nic. Już miałam rozłączać się, gdy usłyszałam jego rozpaczliwy głos.
    - Louis, gdzie ty jesteś.?
    - Jak on mógł...
    - Lou...
    - Zielone łąki i wysokie drzewa... - powiedział i się rozłączył
    - No i co. Co powiedział.? - niecierpliwił się Harry
    - Zielone łąki i wysokie drzewa... - zacytowałam
    - Co to ma kurwa znaczyć.? - spytał Styles
    - Nie wiem. My z Niall'em pojedziemy go poszukać. Zayn idzie na spotkanie, czyli Liam, zostaniesz z nim.?
    - Pewnie. - uśmiechnął się Payne
Pojechałam więc z Horanem pierw do pobliskiego lasu. Ochroniarz, który tam był powiedział, że nie widział nikogo takiego w pobliżu. Jeździliśmy tak pół dnia po obrzeżach miasta. Nagle olśnienie. Niedaleko Londynu jest duże pole, gdzie mieli budować jakiś budynek, ale w końcu nie wybudowali, ponieważ na tym terenie rosną wysokie i bardzo rzadkie drzewa. Czym prędzej pojechaliśmy tam. Odetchnęłam z ulgą, gdy zastaliśmy go tam.
    - Louis – podbiegłam do niego i przytuliłam
    - Dlaczego on mi to zrobił.?
    - To było tylko i wyłącznie zauroczenie i to bez wzajemności. Poza tym Taylor ma już chłopaka, więc to i tak by nie wyszło, a sam wiesz jaki jest Hazz.
    - Skąd wiedziałaś gdzie jestem.?
    - W tym budynku co mieli budować miałam mieszkać, ale sam widzisz. A teraz chodź, pojedziemy coś zjeść, bo na pewno jesteś głodny.
    - Taaak.! - wrzasnął Niall, na co zaśmiałam ja się cicho
Udaliśmy się do McDonalda. Każdy zjadł to na co miał ochotę i kiedy już mieliśmy jechać:
    - Ale ja nie mogę tam wrócić. - ocknął się Boo Bear
    - Dlaczego? Przecież to tez twój dom – wytłumaczyłam
    - Ale... on tam jest. Nie chcę go widzieć
    - Tommo, ty tchórzu... - powiedział Niall, a ja go lekko uderzyłam łokciem
    - Jak chcesz do pojedziemy do mojego domu, ale obiecaj, że jutro tam wrócisz i z nim pogadasz.! - rzekłam
    - No dobrze. - powiedział od niechcenia Louis
Tak więc Niall odwiózł nas do mnie. Wchodząc do domu zaskoczyłam się bo nie zastałam Looka.
    - Tato.! Gdzie jest Lookie.?
    - Postanowiłem z Taylor, że go oddamy bo go strasznie zaniedbujesz.
    - Ale jak to... - powstrzymałam się, widząc podchodzącą do mnie Taylor – ojcze, może i masz rację. Strasznie go zaniedbuje. Aha, Louis zostanie na noc.
    - Natalie, czy ja powinienem się martwić.? Raz Harry, potem Niall, a teraz Louis. - skrzyżował ręce na swojej klatce piersiowej Andre.
    - Przecież to moi przyjaciele – powiedziałam i poszłam na górę, a za mną oczywiście Tomlinson.
    - Twój tata jest z Taylor.? - zdziwił się Lou
    - No niestety.
Przez cały wieczór siedzieliśmy u mnie w pokoju, na łóżku i gadaliśmy. W pewnym momencie Louis chwycił za laptopa i powiedział.
    - Może i nie powinienem, ale muszę ci coś pokazać...


Yoo.!
Taki se rozdział o Larrym, a co.! Miał być wczoraj, ale nie dokończyłam go pisać bo usnęłam xd Teraz rzadziej będę dodawać, bo piszę książkę dla Oli ;xx
Słucham ''They Don't Know About As'' i płaczę. Czemu życie musi być takie pojebane ;'c



2 komentarze: