Rankiem obudziłam się i w celu
rozpoznania godziny, chwyciłam za telefon. Ujrzałam tam 7
nieodebranych połączeni od Hazzy. A no tak, miałam do niego
zadzwonić. Pieprzona skleroza. Ciekawe czy to się leczy.? Dobra
mniejsza z tym. Oddzwoniłam czym prędzej do Loczka.
- Czemu nie odbierałaś.? - spytał
- Wtedy, kiedy ty dzwoniłeś, to
gadałam z Niall'em. A coś się stało.?
- Chciałem ci o czymś powiedzieć,
ale już nie ważne.
- No zacząłeś to mów.
- Naprawdę, to już nie ważne.
- Harreh, coś ty zrobił.?
- Ale obiecaj, że się nie wkurzysz –
złamał się
- Postaram się.
- Powiedziałem wczoraj coś Louis'owi
i on uciekł.
- Coś ty znowu mu powiedział.??
- Że się zakochałem.
- W kim.?
- W Taylor.
- Ty pusty idioto. Czy ty nie zdajesz
sobie sprawy z tego co zrobiłeś.? Wiesz, że już możesz go nie
odzyskać.?
- Chciałem być z nim szczery.
- Dobra, czekaj. Taka rozmowa jest bez
sensu. Zaraz tam u ciebie będę.
- Ok. - rozłączył się
Chwyciłam szybko jakieś luźne
ciuchy. Rozczesałam włosy upinając je w zgrabnego kucyka,
pomalowałam rzęsy i chwyciłam nową torebkę od Taylor. Idąc
szybkim krokiem byłam u nich w 20 minut. Drzwi otworzył mi Zayn
- O Hej Natt. Co ty tutaj robisz.?
- Ja do Harrego.
- Oj, Niall będzie zawiedziony –
dogryzał mi
- Zayn, proszę cię, nie teraz. -
odepchnęłam go na bok i wbiegłam do domu.
Na kanapie siedział skulony Harry, a
wokół niego rozsiedli się Liam i Niall.
- Boże, Harry, coś ty najlepszego
zrobił.? - spytałam podchodząc do niego
- Nie chciałem go okłamywać.
- A co z tą całą Taylor.? - zapytał
Liam
- Ona powiedziała, że nie mogłaby
być z takim szczeniakiem jak ja.
- A Louis.? Gdzie on jest.? -
zapytałam
- Wybiegł wczoraj wieczorem z domu i
do tej pory nie wrócił. - odpowiedział Niall
- To moja wina. Nie powiedziałam ci
jaka ona jest – usiadłam na fotelu – groziła mi.
- Jak to.? - zdziwił się Harry –
czemu mi nie powiedziałaś.?
- Bo to moja sprawa. To ja nie byłam
dla niej miła.
- To jej wina. Ona jest chora
psychicznie. - wsparł mnie Horan
- Muszę zadzwonić do Lou –
przypomniałam sobie i wyjęłam telefon z kieszeni
- To bez sensu. On nie odbierze –
rzekł załamanym głosem Harold
- Ale ode mnie odbierze. Przynajmniej
mam taką nadzieję – ściszyłam głos wypowiadając ostatnie
zdanie.
Wybrałam numer Tomlinsona. Jeden
sygnał – nic. Drugi – nic. Trzeci – nic. Już miałam
rozłączać się, gdy usłyszałam jego rozpaczliwy głos.
- Louis, gdzie ty jesteś.?
- Jak on mógł...
- Lou...
- Zielone łąki i wysokie drzewa... -
powiedział i się rozłączył
- No i co. Co powiedział.? -
niecierpliwił się Harry
- Zielone łąki i wysokie drzewa... -
zacytowałam
- Co to ma kurwa znaczyć.? - spytał
Styles
- Nie wiem. My z Niall'em pojedziemy
go poszukać. Zayn idzie na spotkanie, czyli Liam, zostaniesz z
nim.?
- Pewnie. - uśmiechnął się Payne
Pojechałam więc z Horanem pierw do
pobliskiego lasu. Ochroniarz, który tam był powiedział, że
nie widział nikogo takiego w pobliżu. Jeździliśmy tak pół
dnia po obrzeżach miasta. Nagle olśnienie. Niedaleko Londynu jest
duże pole, gdzie mieli budować jakiś budynek, ale w końcu nie
wybudowali, ponieważ na tym terenie rosną wysokie i bardzo rzadkie
drzewa. Czym prędzej pojechaliśmy tam. Odetchnęłam z ulgą, gdy
zastaliśmy go tam.
- Louis – podbiegłam do niego i
przytuliłam
- Dlaczego on mi to zrobił.?
- To było tylko i wyłącznie
zauroczenie i to bez wzajemności. Poza tym Taylor ma już chłopaka,
więc to i tak by nie wyszło, a sam wiesz jaki jest Hazz.
- Skąd wiedziałaś gdzie jestem.?
- W tym budynku co mieli budować
miałam mieszkać, ale sam widzisz. A teraz chodź, pojedziemy coś
zjeść, bo na pewno jesteś głodny.
- Taaak.! - wrzasnął Niall, na co
zaśmiałam ja się cicho
Udaliśmy się do McDonalda. Każdy
zjadł to na co miał ochotę i kiedy już mieliśmy jechać:
- Ale ja nie mogę tam wrócić.
- ocknął się Boo Bear
- Dlaczego? Przecież to tez twój
dom – wytłumaczyłam
- Ale... on tam jest. Nie chcę go
widzieć
- Tommo, ty tchórzu... -
powiedział Niall, a ja go lekko uderzyłam łokciem
- Jak chcesz do pojedziemy do mojego
domu, ale obiecaj, że jutro tam wrócisz i z nim pogadasz.! -
rzekłam
- No dobrze. - powiedział od
niechcenia Louis
Tak więc Niall odwiózł nas do
mnie. Wchodząc do domu zaskoczyłam się bo nie zastałam Looka.
- Tato.! Gdzie jest Lookie.?
- Postanowiłem z Taylor, że go
oddamy bo go strasznie zaniedbujesz.
- Ale jak to... - powstrzymałam się,
widząc podchodzącą do mnie Taylor – ojcze, może i masz rację.
Strasznie go zaniedbuje. Aha, Louis zostanie na noc.
- Natalie, czy ja powinienem się
martwić.? Raz Harry, potem Niall, a teraz Louis. - skrzyżował
ręce na swojej klatce piersiowej Andre.
- Przecież to moi przyjaciele –
powiedziałam i poszłam na górę, a za mną oczywiście
Tomlinson.
- Twój tata jest z Taylor.? -
zdziwił się Lou
- No niestety.
Przez cały wieczór siedzieliśmy
u mnie w pokoju, na łóżku i gadaliśmy. W pewnym momencie
Louis chwycił za laptopa i powiedział.
- Może i nie powinienem, ale muszę
ci coś pokazać...
Yoo.!
Taki se rozdział o Larrym, a co.! Miał
być wczoraj, ale nie dokończyłam go pisać bo usnęłam xd Teraz
rzadziej będę dodawać, bo piszę książkę dla Oli ;xx
Słucham ''They Don't Know About As'' i
płaczę. Czemu życie musi być takie pojebane ;'c

Nie smutaj :'(
OdpowiedzUsuńŻycie jest do dupy :{
super :)
OdpowiedzUsuń