środa, 13 marca 2013

Rozdział 15


Nie pospałam sobie za długo, bo mądry Harry mnie obudził:
    - Jak długo tu jesteś.?
    - Wystarczająco. - uśmiechnęłam się, a Styles zrobił się czerwony jak burak. - a teraz wybacz, idę się położyć.
    - To dobranoc. I dzięki za posprzątanie.
    - Spoko.
Zdziwiło mnie trochę to, że po takim upojnym stosunku Hazz nie poszedł spać. Dlatego jeszcze spytałam:
    - Wszystko dobrze.?
    - Tak, tak. Dobrze. Idź już spać.
Posłusznie pokierowałam się do sypialni Harrego gdzie odpłynęłam w głęboki sen.
Nazajutrz wstałam o 13.00. Mogłam sobie na to pozwolić, bo był weekend. Zeszłam na dół i ujrzałam moje gołąbeczki, Liama i Nialla.
    - Heej.! - pocałowałam każdego w policzek
    - Słyszałaś wczoraj wszystko.?? - spytał poddenerwowany Tomlinson
    - Wystarczająco dużo.
    - Widzisz, mówiłem. Kurcze no, jaki zbok. Gorszy ode mnie. - oburzył się Harry
    - Uspokój się Kotku. - pogłaskał go po głowie Lou
    - Trzeba było uważać, lub zamknąć drzwi kretyni.! - rzuciłam i zniknęłam za drzwiami kuchni
Z lodówki wyjęłam mleko, z szafki miskę i z półki płatki. Po skończonym śniadaniu usiadłam na kanapie obok Liama.
    - Co dzisiaj robimy.?? - spytał Horan
    - Nie wiem. - pokręcił głową Harry
    - Ja też – przytaknął Boo Bear
    - Ja mam pomysł. Może wyskoczymy gdzieś do baru czy coś.? - zaproponował Liam
Wszyscy zgodzili się z tym pomysłem.
    - A zjemy coś przed wyjściem.? - spytał nie kto inny niż Niall, który spojrzał się na mnie błagalnym wzrokiem.
    - No dobra, tylko się ubiorę – wolnym krokiem poszłam na górę.
Założyłam rurki i białą koszulę. Gotowa zeszłam by coś upichcić. Ugotowałam pomidorówkę. W Anglii rzadko się ją jadało. W sumie danie to pochodziło z Polski, ale w Irlandii też się przyjęła.
    - Jakie to pyszne – zachwalał Horan
    - Co to za zupa. Nigdy takiej nie jadłem. - dopytywał się Li
    - Pomidorowa. - uśmiechnęłam się - Ja idę do domu po jakieś ciuchy.
    - Uważaj na siebie.! - krzyknął Styles, po czym podskoczył. Prawdopodobne Louis kopnął go pod stołem, ale nie wnikam.
    Spacerkiem więc udałam się na Queensley. Byłam już na miejscu, stanęłam przed szafą. Wyjęłam czarną sukienkę, czerwoną marynarkę i czerwone Conversy. Ciuchy spakowałam do torby. Z szafki wyjęłam jeszcze trochę biżuterii m.in. bransoletkę Charms i naszyjnik z sówką. Spakowana wróciłam do domu chłopców.
    - A mogę zaprosić Vicki.? - spytałam rzucając torbę
    - Pewnie – odezwał się Tomm
    - Ok. To ja do niej zadzwonię. - wyjęłam z kieszeni telefon i wybrałam jej numer.
    - Hej, Vick. Idziesz z nami na imprezę.? - skierowałam się do słuchawki telefonu
    - Aktualnie jestem z przyjaciółką. Czy ona też może...
    - Oczywiście. To bądźcie u nas po 17.00
    - Ok. Pa – rzuciła i się rozłączyła
    - Przyjdzie – krzyknęłam odkładając telefon na stół. - idę wziąć prysznic – oznajmiłam
Kiedy weszłam do łazienki zauważyłam, że nie ma tam zamka.
    - Czemu w łazience nie ma zamka.?? - spytałam chłopców
    - A po co nam. W tym domu jesteśmy przeważnie sami więc po co nam zamki – uświadomił mi Tomilnson
    - Chodź, pokażę ci coś – w końcu odezwał się Liam
Wyjął z komody łańcuch i kłódkę.
    - Czasem chłopaki mi dokuczają i robią zdjęcia jak się myję. Ja biorę to ''zamykam'' drzwi. - podarował łańcuch i kłódkę
    - Dzięki. - posłałam mu szczery uśmiech
Rzeczywiście, patent podziałał. Czysta i odziana w ręcznik wyszłam z łazienki by oddać Liamowi narzędzia. Ja natomiast wróciłam do pomieszczenia w którym byłam chwilę temu i wysuszyłam sobie włosy, które potem lekko pokręciłam przy końcu. Z suchym łbem udałam się do salonu po torbę z ciuchami. W owym pokoju nikogo nie było, więc pewnie poszli się szykować. Zapukałam do pokoju Stylesa, żeby nie popełnić tego samego błędu co kilka dni temu. Był tam i wybierał ciuchy.
    - Co założyć.?
    - To.! - wskazałam na ciemne jeansy i koszulę w kratkę.
    - Ok, dzięki. - wziął ciuchy i wyszedł z pokoju.
Ja przekręciłam zamek i zaczęłam ubierać się. Odziana pomalowałam się. Gotowa zeszłam na dół i czekałam na chłopców. Dochodziła 17.00. Za niedługo przyjdą dziewczyny. Poganiałam chłopców, ale bez efektów. Wlekli się i to strasznie... Nagle dzwonek. Otworzyłam drzwi i ujrzałam Vicki i jej koleżankę. Szczupła blondynka z pięknym uśmiechem
    - Jestem Ally. - podałam mi rękę nieznajoma
    - Natalie. - uścisnęłam jej dłoń


A więc taak...
Pojawia się tutaj nowa postać. A mianowicie Ally. Wczoraj usłyszałam dużo miłych słów od Olki na temat mojego bloga, więc postanowiłam ją dodać do mojego opowiadania.
W poprzednim rozdziale napisałam nazwę jakiejś Londyńskiej restauracji w której miał randkę Larry. Wczoraj Wera mówi mi, że Louis i Harry byli w jakiejś restauracji. Ja taka podjarana, bo nazwa była podobna do tej co ja napisałam, ale to jednak nie prawda ;((
Ale w pewnym sensie Jestę Jasnowidzę xd bo przewidziałam randkę :DD
Dziękuje za 1 komentarz -,-


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz